Niedziela 17 czerwca 2018
0 0

Można, ale…

Spektakularna wizyta posła Jerzego Małeckiego w ratuszu ujawniła jedną z bardziej skrywanych magistrackich tajemnic – jestem na urlopie!  

Z perspektywy pierwszego urlopowego tygodnia powiem, że nie była to zła decyzja. Ponieważ moja nieobecność w pracy wywołała duży niepokój radnych PiS, pytających co rusz podczas ostatniej, nadzwyczajnej, sesji Rady Miasta (14 bm.) „gdzie jest prezydent?”, od razu się przyznam: nad morzem. Dla jasności dodamże nad polskim morzem – i traktuję ten pobyt także jako rodzaj patriotycznej powinności. 

Szanowni czytelnicy, jeśli już musicie wypoczywać, to wypoczywajcie nad polskim morzem! Jest piękne, ma znakomite piaszczyste plaże, plażowicze zajmują się sobą, a nie polityką, zwłaszcza, gdy świeci słońce, zaś pogoda jest prawie śródziemnomorska. Poza tym Olsztyn jest stolicą województwa warmińsko-mazurskiego, graniczącego z morzem(!)  tzn. z jego częścią, z ZalewemWiślanym. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, co do „morskości” naszego województwa, to planowany na kolejną dekadę przekop przez Mierzeję Wiślaną zapewne całkowicie je rozwieje. 

A tymczasem „leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze – święty spokój”. To, niestety, tylko cytat z piosenki Maryli Rodowicz, w rzeczywistości aż tak dobrze nie jest. W dobie rewolucji technologicznej mediów aktualne informacje dopadną nas wszędzie – i te złe, i te dobre, więc nawet się przed nimi nie bronię. Dlatego przeglądam internetowe wydania mediów i czytam komentarze. Ta lektura sprowadza się do jednej, ogólnej – nie tyle refleksji, co dygresji: naszym światem zawładnęło magiczne słowo „ale” (przyznaję, że moim też). PrzykładArtykuł z „Gazety Olsztyńskiej” o strefie kibica w naszym amfiteatrze. Jego wymowa sprowadza się do tego, że w Olsztynie powstanie strefa kibica – i to dobrze, ale nie będzie piwa. Nie będzie piwa, bo będzie to strefa rodzinna – to dobrze, ale kibice będą bluzgać... W gruncie rzeczy, gdyby tę całą sytuację odwrócić, magiczne „ale” działałoby równie skutecznie. 

Inny przykład. Koncepcja budowy nowoczesnego Centrum Kultury w miejscu dawnego „Komina”. W zdecydowanej większości komentarzy pomysł jest oceniany bardzo dobrze, ale przecież musi być „ale”. W największym skrócie pobrzmiewa to tak: budowa Centrum – tak, ale artyści są źle wynagradzani; projekt może i owszem, ale najpierw musi być wizja. Co prawda mówiłem, że wizję tego projektu chciałbym wypracować z mieszkańcami, „ale” (tym razem moje) – widocznie ten komunikat nie przebił się do świadomości poinformowanych.

Jest jeszcze jeden rodzaj „ale”, związany z pytaniem „po co?”. Przykład, który ostatnio mnie bardzo śmieszy – wymiana murawy na stadionie Stomilu? Tak, ale „po co?”. Czyli, stadion – tak, murawa – nie? Przecież to de facto początek jego budowy, nawet jeśli będzie to robione etapami.  „Po co?” brzmi efektownie, ale nie zawsze logicznie.

Wróćmy do urlopu. Jego zaletą jest to, że nad istotą słowa „ale” można się zbytnio nie rozwodzić. Można, ale….

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup