Środa 20 grudnia 2017
2 0

Jak większość pozwoli

Dla prezydenta, burmistrza czy wójta coroczne konstruowanie budżetu samorządowego jest trudne. Ale ten przygotowywany i uchwalany na rok wyborczy jest zawsze najtrudniejszy. Perspektywa nieodległych wyborów sprawia, że często racjonalność wydatków schodzi na plan dalszy, a do głosu dochodzi potrzeba zaistnienia oraz skłonność do wyborczego populizmu. Można uogólnić, że dotyczy to wszystkich uczestników życia samorządowego, tylko że prezydent, burmistrz czy wójt, poza obowiązkiem przedłożenia projektu budżetu, odpowiada też za jego wykonanie. Świadomość tego jest naturalnym „kubłem zimnej wody” na nadmiar niemożliwych do zrealizowania marzeń i ładnie brzmiących zachcianek.

Moje doświadczenia z radnymi są pod tym względem zdecydowanie pozytywne, ale w roku wyborczym zdarzają się – niestety – wyjątki. Co zrozumiałe, każdy radny w ostatnim roku kadencji chce być tym dobrym, który zaoferuje swoim wyborcom coś szczególnego, coś, co potwierdzi, że dba o ich interesy i zasługuje, żeby ich nadal reprezentować. Godne reprezentowanie i dbanie o interesy – oczywiście w wymiarze społecznym – nie jest niczym zdrożnym, ale też nie może być zejściem z drogi zdrowego rozsądku, tj. pilnowania zapisanych w budżecie parametrów ekonomicznych.

Te refleksje są pokłosiem dzisiejszego głosowania nad budżetem Olsztyna na 2018 rok. Wskaźniki budżetowe są maksymalnie wyciśnięte, zarówno w sferze dochodów, wyliczonych na 1 314 704 586,64 zł, jak i wydatków, planowanych na kwotę 1 422 328 905,64 zł. W zasadzie kolejność tych parametrów powinna być odwrotna, bo to wydatki wzbudzają największe emocje, a przecież gdyby dochody były większe, to i wydać moglibyśmy więcej. Niektórym jednak trudno to zrozumieć, a stara prawda, że „z pustego i Salomon nie naleje”  w roku wyborczym bywa łatwo zapominana.

Dziwię się więc, że doświadczeni radni Platformy Obywatelskiej (jednocześnie moi koalicjanci) zaryzykowali nieuchwalenie budżetu i trwałość koalicji z powodu miliona złotych na tzw. system roweru miejskiego. Do tego swoje uwagi złożyli niejako „po czasie”, bo to na etapie jesiennego budowania budżetu miasta na kolejny rok był najlepszy moment, żeby o tym dyskutować. Moje uwagi, że też jestem za rowerem miejskim, ale to już nie ten czas, nie te pieniądze i rozwiązania, bo pojawiły się także systemy nieobciążające miasta kosztami, na niewiele się zdały. Na szczęście pozostali radni słuchali uważnie i zachowali rozsądek, odrzucając „rowerową” poprawkę, za co im dziękuję.

Ryzyko, o którym wcześniej wspomniałem, dotyczyło przed wszystkim wstrzymania się radnych PO od głosu podczas głosowania nad przyjęciem budżetu. Nie wiem, jak rozumieć ten gest? To przecież budżet koalicyjny – i w takich momentach mam prawo oczekiwać wsparcia, zrozumienia i solidarności.

Tego zabrakło i jest mi z tego powodu przykro. Tłumaczenie może być tylko jedno –  wchodzimy w rok wyborczy! W samorządzie taki rok zdarza się raptem raz na cztery lata, a podobno ma się zdarzać jeszcze rzadziej – raz na pięć lat.

Jak większość pozwoli, rzecz jasna!

Oceń post
Ocen: 2
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup