Niedziela 19 listopada 2017
0 0

Nasz region potrzebuje

Zwykło się mawiać, że „pieniądze leżą na ulicy”. Tym razem leżą one jednak na granicy, i to polskiej granicy. A rząd jakoś nie kwapi się, żeby je podnieść. Myślę tu o pieniądzach do zdobycia i wykorzystania w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Polska – Rosja.

Rzymianie mówili „pecunia non olet”, co znaczy, że „pieniądze nie śmierdzą”. Mam jednak świadomość, że nie jesteśmy w starożytnym Rzymie, a na sąsiedzką Rosję od lat patrzymy krzywym okiem – za przeszłość, która nas boli, za teraźniejszość, która nas niepokoi i za przyszłość, której nie dostrzegamy, zamykając granice przed małym ruchem granicznym.

Nie wchodząc w historyczne i polityczne oceny warto jednak zwrócić uwagę, że  pieniądze, o których tu piszę, to nie są rosyjskie ruble, ale zachodnie euro, do tego kierowane do nas z kasy unijnej. Kwota też robi miłe wrażenie, bo sięga prawie 63 milionów wspomnianych euro. Patrząc na sektorowe przyporządkowanie (alokację) tych środków, powinniśmy zacierać ręce, bo blisko 23 mln euro ma trafić na ochronę dziedzictwa kulturowego, 19 mln euro – na środowisko, prawie 15 mln euro –  na dostępność granic, a ponad 6 mln euro – na ich ochronę. Beneficjentami programu mogą być polskie i rosyjskie instytucje publiczne lub organizacje non profit, a wartość składanych projektów może wynosić od 100 tysięcy do 2,5 mln euro.

W interesie Polski i Europy jest mieć spokojnych, przewidywalnych sąsiadów, rozumiejących ideę Unii Europejskiej i akceptujących jej funkcjonowanie. W tym zbliżeniu najbardziej zależy nam, z oczywistych względów, na Federacji Rosyjskiej, z którą mamy, jako kraj i województwo, granicę. W Unii panuje przekonanie, że współpraca transgraniczna może nam tylko pomóc i trudno się z takim podejściem nie zgodzić. Ale równocześnie trudno zrozumieć, dlaczego tych szans, możliwości i pieniędzy nie dostrzega nasz rząd. Wstrzymano, jak na razie, prace legislacyjne nad Programem, a jego niezatwierdzenie przez rząd do końca tego roku sprawi, że straci on swoją ofertową ważność i zostanie rozwiązany.

O co w tym wszystkim chodzi? Chcemy dobrego sąsiedztwa, Unia Europejska daje pieniądze, zaś samorządy i inne podmioty mają konkretne projekty, wpisujące się w Program – więc dlaczego nasz rząd nie chce się nad nim pochylić. Czy dlatego, że  unijne pieniądze trafią także do Rosji i boi się, że obwód kaliningradzki stanie się zbyt potężny gospodarczo? To jednak za małe pieniądze, żeby osiągać aż takie rezultaty. Może też chodzi o to, że Polacy z Warmii i Mazur zanadto zbliżą się do Rosjan? A może jest w tym jakiś zamysł budowania nowych relacji z Unią Europejską i pokazywania Brukseli, że nie chcemy „ich pieniędzy”…? Ale to przecież także nasze pieniądze, a na pieniądze nie ma się co obrażać.

Jest jeszcze chwila czasu – chociaż to ostatnia chwila – żeby ruszyć z Programem. Koledzy samorządowcy, zwłaszcza ci z gmin nadgranicznych, piszą do mnie z prośbą o wsparcie ich zabiegów autorytetem włodarza miasta – stolicy regionu. Zatem tą drogą jeszcze raz zapewniam ich – i wszystkich, że staram się i że nic nas nie dzieli. Nasz region potrzebuje pieniędzy z Programu Współpracy Transgranicznej Polska – Rosja, i to jest bezdyskusyjne.

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup