Niedziela 13 sierpnia 2017
0 0

Warto zasmakować

Dochodzące z kraju informacje były przerażające i rodziły obawy, czy przechodzący nad Polską front burzowy pozwoli na realizację tegorocznego „Olsztyn Green Festivalu”. Z piątku na sobotę (11/12 bm.) nagły szkwał zdmuchnął kilka wcześniej przygotowanych namiotów i parasoli oraz rozerwał stojący na tarasie przed biurem OSIR-u miejski balon. W sobotę (12 bm.) od rana nie było lepiej – grzmiało i padało, ale widocznie „tam, na górze” też dobrze wiedzą, co jest dobre i dlatego pierwsze festiwalowe koncerty zaczęły się już bez deszczu, a wieczór ukazał piękno słońca zachodzącego nad Ukielem. To wszystko sprawiło, że pierwszego dnia festiwalu (12 bm.) publiczność dopisała, artyśc i nie zawiedli.

Niezmienna pozostała też idea festiwalu, związana z filozofią „green”, czyli poszanowania środowiska. Tegoroczną innowacją były bilety w wersji elektronicznej, co pozwoliło zaoszczędzić papier. Podobnie miło było patrzeć, jak plastikowe kubki są oddawane za zwrotem kaucji, co zdecydowanie pomagało w sprawniejszym sprzątaniu festiwalowego terenu. A ten był w tym roku większy, dzięki czemu można było znaleźć dla siebie coś interesującego na jednej, drugiej bądź też trzeciej scenie, a dla spragnionych chwili refleksji – także kina Helios w festiwalowej wersji.

Szczególnie cieszy mnie frekwencja – sobotnie bilety zostały wyprzedane, a ostatni spóźnialscy musieli pozostać za ogrodzeniem. Widać wyraźnie, że mieszkańcy potrzebowali takiej imprezy i tłumnie odwiedzili festiwalowy „Ukiel”. Ale jeszcze bardziej cieszy fakt, że impreza ściąga coraz większą widownię z Polski. Z różnych rozmów co i rusz dowiaduję się, że ktoś ma gości z kraju lub zagranicy, którzy specjalnie celowali z przyjazdem na czas „Olsztyn Green Festivalu”.

Przypomnę, że takie było założenie imprezy – ma ona promować nasze miasto „w świecie”. I coraz bardziej widać, że tak się dzieje. Tę siłę promocyjno-marketingową widać również po fakcie, że niektóre firmy – nie zasługują, żeby wymieniać  ich nazwę – usiłują przyłączyć się do festiwalu nielegalnie, rozdając swoje produkty przed terenem festiwalowym, ale w miejscach największego ruchu pieszego. Tego typu działania, prowadzone na granicy prawa, nie tylko są nieetyczne zawodowo, ale także sprawiają organizatorom znaczne kłopoty, chociażby ze sprzątaniem terenu, zwłaszcza gdy opakowaniem są szklane butelki. To nowe doświadczenie, ale i z nim sobie poradzimy w kolejnych edycjach.

Przed nami niedziela (13 bm.), czyli drugi dzień festiwalu. Ma być bezdeszczowy, co jest bardzo istotne, więc i pewnie dzisiaj publiczności nie zabraknie. Zatem, kto jeszcze nie zasmakował obecności na „Greenie”, niech się śpieszy, bo warto, a biletów… może jednak zabraknąć. 

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup