Niedziela 29 stycznia 2017
0 0

Lepiej pomyśleć

Choć do najbliższych wyborów samorządowych zostało prawie dwa lata, to w ostatnim czasie nasiliła się dyskusja o ordynacji wyborczej i zmianach proponowanych przez rządową większość. Moja ogólna refleksja sprowadza się do tego, że coraz bardziej widoczna jest próba ograniczania samorządności i marginalizowania jej roli. Zasada „nic o was, bez was” idzie z lekka w zapomnienie, a bezwzględny większościowy komfort rządzących sprawia, że nie trzeba samorządów pytać o zdanie, bo i tak „my wiemy lepiej”. Z tych powodów samorządowcy organizują się w Ruch Obrony Polskiej Samorządności, spotykają się na mniej lub bardziej formalnych zebraniach, a także wykorzystują istniejące struktury organizacyjne do wyrażania swojego zdania w kluczowych dla nich sprawach.

Sprawą, która wyraźnie zdominowała dyskurs polityczny jest kwestia kadencyjności, a właściwie dwukadencyjności. Ponętne hasło wyborcze „Jesteśmy za ograniczeniem kadencyjności władz samorządowych – wójtów, burmistrzów i prezydentów” nabiera realnych kształtów i wchodzi na polityczną scenę głównym frontem. Wejście jest tym głośniejsze, że zrodził się pomysł, żeby ograniczenie kadencyjności działało wstecz. Podobno prawo nie działa wstecz, ale „wstecz” jest pojęciem nieostrym, więc znajdą się prawnicy, którzy zinterpretują je zgodnie z zapotrzebowaniem politycznym. Nie pierwszy raz zresztą.

Siłą rzeczy, jako prezydent dwukadencyjny, jestem pytany o zdanie w tej sprawie. Co sądzę o dwukadencyjności? To trochę tak, jakby pytać skazanego na śmierć o moralną ocenę kary śmierci. Dlatego odpowiadam najprostszym pytaniem świata: dlaczego? Jaki jest powód takich decyzji? Jaki jest sens rugowania z życia społecznego i pozbawiania możliwości kierowania samorządem osób kompetentnych, doświadczonych, uczciwych i cieszących się społecznym poparciem. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do uczciwości, bo to często przytaczany argument, ubrany w określenia typu „kliki, układy” itp., niech kieruje sprawy do odpowiednich organów ścigania. One są chętne do roboty.

Niestety, sądzę, że kadencyjność, zwłaszcza ta lansowana z opcją wsteczną, to próba wyczyszczenia podwórka samorządowego „dla swoich”. „Swoim” oczywiście będzie łatwiej. W moim przekonaniu wylewa się jednak przysłowiowe dziecko z kąpielą. Nie rozumiem, w czyim interesie jest pozbywanie się dobrych urzędników? Samorządu, mieszkańców? I zapewniam, że nie o mnie tu chodzi, bo mam swój wiek i na te sprawy mogę patrzeć z dystansem, ale o tych wszystkich, którzy zostaną nagle wykluczeni i ukarani za to, że poświęcając się pracy samorządowej potracili uprawnienia i wypadną z rynku pracy.

Mam świadomość, że wpływ nas - samorządowców na  decyzje zmieniające ordynację wyborczą jest mały, bo zawsze można użyć argumentu, że walczymy o „własne stołki”. Jednak warto, żeby wszyscy, którzy mają podnieść rękę za ograniczaniem kadencji w samorządzie dobrze to przemyśleli. Zepsuć jest zawsze łatwiej niż zbudować. 

 

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup